Witaj na BGZ Wrestling Polska: Newsy - Wyniki - Recenzje - Dyskusje - Media - WWE - Raw - SmackDown - NXT - WrestleMania!

Zarejestruj się teraz, by mieć dostęp do pełnych możliwości forum!

Po zalogowaniu będziesz mógł/mogła przeglądać linki, kody oraz zdjęcia dodawane do postów, dodawać własne wpisy, otrzymywać punkty reputacji za dodane treści, wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników, korzystać z czatu i dostosowywać swój profil do własnych potrzeb!

 

Rejestracji można dokonać również za pomocą jedynie dwóch kliknięć dzięki Facebook i Google+

Mast

VIP
  • Zawartość

    325
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutralna

O Mast

  • Ranga
    NXT Champion
  • Urodziny

Personal Information

  • Wrestler
    AJ Styles
  • Federacja
    3
  • W temacie od roku
    1
  1. W ogóle już mnie ta forma rozrywki nie bawi, ale kiedyś bardzo byłem w to wkręcony, co widać było, jak sądzę, po aktywności na forum (forach). Fajnie to sobie przejrzeć z perspektywy czasu i wspomnieć swoje wywody na ten temat. Nie mam za bardzo prawa głosu, jako osoba niezaangażowana w rzecz już od b. dawna, ale zbyt wiele platform, w których rozwój włożono dużo wysiłku- zarówno pierwotnych twórców, jak i ich następców - zniknęło już z neta całkowicie, więc pozostawienie forum jako archiwum wydaje się być okej rozwiązaniem. Życzę wielu fajnych przeżyć związanych z realizacją swoich pasji, oraz przetrwania jako pewna grupa dyskusyjna - obojętne w jakiej formie.
  2. Widzę, iż audytorium jest przerażone mozliwością dostania bana.
  3. Użytkownik exer2 otrzymał bana na IP, ze względu na: 1. żenujące wpisy na poprzednim koncie, 2. fakt założenia kolejnego konta mimo bana, 3. żałosny wpis na SB, obrażający userów.
  4. Jako, że się jeszcze nie wypowiedziałem, a gala w końcu już w niedzielę- zapowiada się cholernie mocno. Lecąc od początku- martwi mnie trochę obsada Feast or Fired, bo stypulacja nie pozwala na jakieś wybitne pojedynki pod względem psychologicznym, czy technicznym, wydawałoby się więc, że logiczne byloby wrzucenie ludzi od spotfestów. Mamy natomiast dziadka Nasha, czy Deanera- zestawienie zawodników bardzo, że tak powiem, dowolne. Mam jednak nadzieję, że jest w tym większy plan, i że wrestlerzy w walce są, jacy są, bo akurat oni mają dostać konkretne walizki. Dużo zależy od bookingu, ale szykuje się porządny opener. Idąc dalej- TT match Abyss & Mick Foley vs. Raven & Dr. Stevie... Powiem szczerze- ten feud powinien był się skończyć już dawno temu. Ale fakty sa takie, że jeszcze trwa, mam więc nadzieję, że TNA wsadzi to w No DQ rules i panowie wysmażą jakiś ciekawy, hardcore'owy pojedynek. W innym wypadku może być naprawdę kiepsko. LMS zapowiada się naprawdę dobrze- Steiner od jakiegoś czasu błyszczy, walczy jak młodzik, a przy mikrofonie, wiadomo, ekstraklasa. Lashley wyraźnie odstaje, ale jeśli odnajdzie się w tej stypulacji i pokaże kilka ciekawych, typowych power movesów, może wyjść bardzo fajny pojedynek. Eight Man Tag Team Elimination match- fakt, że jest to elimination match, dodaje walce nieco pikanterii. Obsada jest porządna i myślę, że takiej właśnie walki możemy się spodziewać- solidnej, z dużą dawką entertainmentu ze strony Pope'a. Oczekuję po tym pojedynku dobrego poziomu wrestlingowego i po prostu funu czerpanego z oglądania. Cieszy walka o TT championship- Gunsi w końcu są tam, gdzie być powinni i mam nadzieję, że wykorzystają szansę i zdobędą pas. British Invasion to ciekawy i dobry tag team, aczkolwiek strasznie razi mnie Rob Terry- jasne, niby jest to tylko "cieć" od załatwiania pozaringowych kwestii, ale denerwuje mnie strasznie. Spodziewam się bardzo dobrego pojedynku- Sabin i Shelley pokażą się jak zwykle z najlepszej strony, a Williams i Magnus będą im wtórować na tyle, na ile mogą. O kobietach za wiele nie powiem, gdyż walka ta mnie tak naprawdę nie interesuje. Tak dochodzimy do dwóch wisienek na torcie. Wolfe vs. Angle- już w tej chwili moge powiedzieć, że to jest kandydat na zdecydowanego klasyka, a TNA ma szansę zrobienia MOTY na ostatniej gali w roku. Ich pojedynek miesiąc temu był naprawdę miodny, a gdy dodamy do tego klatkę i dodatkowe emocje wywołane stypulacją, wraz z perfekcyjnym prowadzeniem ich rywalizacji, możemy otrzymać walkę pięciogwiazdkową. ME również prezentuje się zabójczo, i o ile obaj panowie pokażą w ringu trochę psychologii, wymieszanej ze swoimi sztandarowymi movesami i dobrym tempem, mogą spokojnie przekroczyć barierę 4 i 1/4 gwiazdki. Ale czas pokaże, gala już pojutrze, jest na co czekać!
  5. WRESTLING W XXI WIEKU- CZY JEST JESZCZE SENS TO WSZYSTKO CIĄGNĄĆ W TAKI SPOSÓB? Wstęp Wrestling- jedni nazywają go "teatrzykiem", drudzy "widowiskiem cyrkowym", trzeci "operą mydlaną dla facetów". Jak to zwykle bywa w przypadku tak wielkich uogólnień- żadne z nich nie jest nawet zbliżone do prawdy. A jaka jest prawda o wrestlingu? Skomplikowana. Ciężko jest komuś, stosunkowo świeżemu w temacie, wyjaśnić na czym polega wrestling, dlaczego działa tak, a nie inaczej, jakie zasady nim rządzą. Ciężko jest wytłumaczyć dlaczego wygrywa ten, a nie inny, dlaczego można się ekscytować zaskryptowanymi walkami, co leży u podstaw wrestlingu, dlaczego ludzie to oglądają, reasumując- bardzo trudno jest przedstawić wrestling w takim świetle, w jakim widzą go fani. Bo wrestling to dziedzina, która mimo swojego, dosyć prostego charakteru, jest złożona w drobnych elementach. Jak określić walkę wrestlingową. Jako udawaną? Przecież wszyscy wiemy, że to nie do końca tak. Jednocześnie nie można powiedzieć, żeby była ona prawdziwa, bo gdyby była, wrestlerzy padaliby po pierwszych piętnastu minutach. Gdy jednak powiemy, że "w gruncie rzeczy ciosy są markowane, aczkolwiek zdarzają się bumpy, a same upadki i movesy powodują realny ból", wydźwięk naszej wypowiedzi będzie negatywny. Dlaczego? Bo wynika z niej, że wrestling jest udawany. Żyjemy w erze internetu i MMA. Kiedyś boks, czy amatorskie zapasy, teraz właśnie mieszane sztuki walki zawładnęły sercami publiki. Pomysł pojedynków praktycznie bez reguł, konfrontujących różne style walki, został od razu kupiony, co widać po sukcesie chociażby UFC. Ze średnio rozumianego eksperymentu, MMA stało się dziedziną światową, stało się sportem pożądanym, sportem oglądanym, sportem podziwianym. Zawitało to nawet do naszego kraju. Walka Pudzianowskiego z Najmanem ruszyła tłum- ludzie zaczęli się tym interesować. A internet? Źródło praktycznie nieograniczonej wiedzy. Internet łamie czas i odległość, ułatwiając nam komunikację i przepływ informacji. Pośrodku całego tego sajgonu mamy nasz, poczciwy, wspaniały wrestling. Czy w związku z czasami, w których żyjemy, jest jeszcze sens w nadawaniu mu autentyzmu? Tak to się zaczęło. Ameryka w latach 80. Jazz i funk powoli odchodzą w zapomnienie (przynajmniej na chwilę), tworząc pole dla nowej fali charakterystycznego rocka i muzyki elektronicznej. Ronald Reagan, z ramienia republikanów, zapowiada drastyczne zmiany gospodarcze- wolny rynek ma wkrótce jeszcze bardziej poszerzyć mozliwości konsumenta i przedsiębiorcy, ludzie mają żyć w dostatku, szczęściu i zaspokojeniu materialnym. Gdzieśtam w centralnej Europie ludność zaczyna się buntować przeciwko komunistycznej władzy. Wprowadzono stan wojenny. W innym rejonie globu zaczyna się panika- epidemia AIDS ma zniszczyć gatunek ludzki do końca tego tysiąclecia. W Ameryce natomiast zaczyna się wielki boom na wrestling. Hulk Hogan, Andre the Giant, Randy Savage i setki im podobnych, mają zawładnąć sercami widzów. Ludzie śledzą wydarzenia na ringu z zapartym tchem. Na większych galach pojawiają się celebryci, wrestling stał się czymś więcej niż ciekawostką, stał się domeną i wizytówką Ameryki. Promotorzy stawiają na realizm. Chcą, żeby ludzie nie tylko zachwycali się tym, co widzą, ale WIERZYLI w to, co dzieje się wokół nich na halach. Mamy wyraźny podział na postaci złe i dobre, mamy bohaterów i złoczyńców, bożyszcze tłumów i marnych odrzutków, którzy by dostać się na szczyt, muszą sięgać po nieczyste sztuczki. Ludzie są podnieceni, zwłaszcza młodsi, ale na ich rodzicach całe widowisko też robi niemałe wrażenie. Jak to powiedział Jim Cornette: "Wtedy udawaliśmy, że robimy sobie krzywdę, a ludzie w to wierzyli. Teraz naprawdę się krzywdzimy, a ludzie sądzą, że udajemy.". Charakterystyka tamtych czasów- osobne bary dla face'ów i heeli, podtrzymywanie kayfabe w każdy możliwy sposób, nieużywanie publicznie zakulisowej terminologii. Nikt nie mówił nic o "sports entertainment". To był wrestling i ludzie mieli wierzyć, że to się dzieje naprawdę. W związku z tym robiono to w każdy możliwy sposób- urealniano postaci tak bardzo, jak tylko można było. Jeśli przed halą face rozmawiał przyjacielsko z heelem- w najlepszym wypadku mocno tracił reputację na backstage'u. Słowo klucz- kayfabe. Wszystko kręciło się wokół niego, oldskulowi promotorzy, tacy jak Jim Cornette, do dzisiaj z rozrzewnieniem wspominają, jakie to były wspaniałe czasy, piękny okres, w którym cała Ameryka wierzyła, że wrestling jest prawdziwy. Coraz bliżej prawdy. Powróćmy do obrazu Ameryki w latach osiemdziesiątych. Wyobraźmy sobie, że w tym wszystkim, w całym tym tłumie owładniętym miłością do Hulka Hogana i jemu podobnych, znajdzie się dziesięć osób, które stwierdzą : "Udają, że się biją, wcześniej skryptują walki, porozumiewają się ze sobą podczas pojedynków, żeby wiedzieć jaki move wykonać potem.". Każda z tych dziesięciu osób rozpowiada to kolejnym. Połowy z nich wcale nie obchodzą słowa wielkiej dziesiątki. Druga połowa zaczyna coś w tym dostrzegać. Rozpowiadają to dalej. Informacja rozchodzi się po Ameryce bardzo powoli- bo ciężko jest małemu strumykowi czystej prawdy, przedrzeć się przez potężne fale uwielbienia dla mega face'ów i zafascynowania wrestlingiem. W końcu wiedza ta dociera do sporego grona osób (i tak też było, w końcu te właśnie osoby tworzyły fanbase oryginalnego ECW ) i... I co z tego? Co z tego, skoro gdzieśtam w Europie wrestling też zaczyna raczkować i ludzie są nim zachwyceni. Co z tego, skoro reszta Ameryki nadal kocha tego, a nie innego wrestlera, nie będąc świadoma tego, że jest manipulowana. Wszystko płynie swoim życiem aż do pewnego momentu. Kiedyśtam w tajnych laboratoriach USA wynaleziono potężną broń. Nie było w niej magazynka, ba, nawet lufy nie było. Nie zabijała, nie miażdżyła, nie deformowała twarzy, nie grabiła. Umożliwiała przepływ informacji. Później nazwano ją Internetem. Wracamy do lat, teraz już 90. Grupa smart fanów zakłada pierwsze portale i społeczności. Krzewi wiedzę wśród narodu, pokazując prawdziwe oblicze wrestlingu. Ku ich uciesze (i załamaniu części promotorów), witryny te stają się coraz popularniejsze, zagląda na nie coraz większy odsetek ludzi, krótko mówiąc- już nie tak łatwo zadowolić widza. Przenieśmy się teraz ponad dziesięć lat naprzód, czyli mniej więcej do... dnia dzisiejszego na przykład. Internet jest powszechnym medium. Łączy kontynenty w jedną, globalną wioskę, to, co dzisiaj wie JEDNA OSOBA gdzieśtam w Australii, za dwadzieścia minut wie już setka ludzi z rożnych stron świata. Ludzie zainteresowani wrestlingiem mają do dyspozycji setki for i stron internetowych, oferujących całe spektrum informacji, danych, dyskusji, profili, ciekawostek, walk, DVD, filmów, demaskujących faktów i posiadających ogromną wiedzę userów. Stan obecny. Przypomnijmy cytat z Jima Cornette- "Kiedyś udawaliśmy, że robimy sobie krzywdę, a ludzie myśleli, że robimy to naprawdę. Teraz faktycznie się krzywdzimy, a ludzie sądzą, że udajemy.". Wniosek? Dzisiejszy fan wrestlingu jest już cwany i mądry, zna ten biznes od podszewki, wie kto to booker, co to angle, co to kayfabe, na jakiej zasadzie cała ta machina ma prawo sprawnie działać. Postawmy sobie więc pytanie- czy jest sens wciąż autentyzować wrestling na siłę? Albo inaczej- czy my, jako fani, musimy narzekać na łamanie przez federacje kayfabe? Ostatnio na Impakcie był segment, w którym widać było choćby writera Eda Ferrarę mówiącego o tym, że ma jeszcze sporo dzisiaj do rozpisania. Na zagranicznych forach posypała się lawina- że to bez sensu, że TNA powinno utrzymywać kayfabe, że TNA zrobiło pochopny krok. Czy faktycznie tak jest? Może ushootowienie wrestlingu to krok naprzód i ewolucja w dobrą stronę? Przecież i tak każdy już wie kto jest writerem danej federacji, po co więc trzymać to w tajemnicy? A może jednak warto zachować ten element iluzji? Magii? Próbować sprawić, by widz na te kilka godzin zapomniał, że ogląda coś nie do końca prawdziwego? Moim zdaniem shoot we wrestlingu to dobra sprawa, ale o ile stosowana jest ona z umiarem. Kilka tygodni temu, na Impakcie wyemitowano przemówienie Dixie Carter do rosteru. Pominę już fakt, że nic ciekawego w nim nie padło, warto sobie zadać pytanie- jaki jest sens nadawania w telewizji AUTENTYCZNEGO spotkania prezes federacji z rosterem? Czy to nie jest przekroczenie pewnej magicznej granicy? Według mnie shoot ma być puszczeniem oka do widza, szepnięciem: "Przecież wiem, że nie jesteś głupi i wiesz jak powstaje to show. Dlatego przez moment Ci o tym przypomniałem, ale na resztę gali proszę zapomnij o tym.". Tak stosowany, może popchnąć wrestling na naprawdę ciekawe tory, bo jaki jest główny zarzut antyfanów wrestlingu co do nas, ludzi zafascynowanych tym sportem? "Bo ty wierzysz, że to wszystko prawdziwe jest.". A gówno prawda- nie wierzę, bo wiem, że CAŁKOWICIE prawdziwe to to nie jest, aczkolwiek zachowuje sporo elementów realizmu. Dobrze by było, by promotorzy szli z duchem czasu i pogodzili się z faktem, że światek wrestlingowy nie jest już tak hermetyczny jak kiedyś, i że przeciętny widz zna mniej więcej tajniki powstawania tego, co widzi na ekranie. I można o tym raz na jakiś czas sobie przypomnieć i wstawić w galę fragment, mówiący widzowi: "I tak zdaję sobie sprawę, że to wiesz, więc po co to ukrywać?". Ale nie będzie to dobre, jeśli przesadzimy w drugą stronę, i federacje odsłonią na wizji wszystkie swoje karty i sztuczki powodujące, że to co widzimy wywołuje w nas aż tak skrajne emocje. Czyż nie? Zapraszam do dyskusji.
  6. Wygląda na to, że od strony techniczno-marketingowo-okołorynkowej ma się tym zająć Eric Bischoff. I mam nadzieję, że moje przypuszczenie się sprawdzi, bo wydaje mi się, że byłby to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Oczywiście zgadzam się z tym, że sporą część "wojny" WWE i TNA zajmuje kwestia marketingu, wyglądu, całej tej okołowrestlingowej otoczki, co w chwili obecnej działa zdecydowanie na korzyść federacji McMahona. Miejmy jednak nadzieję, że niekoniecznie gwałtownie, ale sukcesywnie, będzie się to zmieniać. Ja nadal będę powtarzał, że moim zdaniem Russo to znakomity booker, aczkolwiek czasem może się zagalopować (choć wszystkie te tragiczne angle i storyline'y, które wg internautów miał zabookować Vince, były w rzeczywistości dziełem faktycznego "geniusza" bookingu- Dutcha Mantela). Jednak, przynajmniej ja, jestem w stanie zaakceptować i, powiedzmy, przemilczeć te wpadki, by na co dzień oglądać dobry, porządny produkt. To gwarantuje Vince Russo, bo stawia na młodych, stawia na wrestling shootowy- to ma przyszłość. Dlatego nie martwiłbym się o booking. Akurat o to możesz być spokojny- samo to, co wiemy na chwilę obecną, wystarczy, by nazwać Impakta z czwartego stycznia faktycznym wydarzeniem. Debiut Hogana, powrót Stinga, konfrontacja na linii Hogan-Carter-Jarrett-Foley. Do tego smaczku dodają kolejne przypuszczenia- możliwy debiut Flaira, czy Rob Van Dama, walki o pasy, może jakaś większa stypulacja, debiut nowego wyglądu iMPACT Zone. Ten Impakt już teraz jest po brzegi wypakowany nowościami i duzymi wydarzeniami- wraz z tym, co może dojść, może być to najważniejsza tygodniówka ostatnich lat i WWE ciężko będzie przebić taki lineup, nawet z Bretem Hartem w rękawie. Oczywiście masz rację- jedna dobra weekly nie wystarczy. Ale czwarty stycznia to w końcu szansa dla TNA, by odbić trochę widzów WWE i zyskać tych "niezrzeszonych". Jasne, że dalej trzeba będzie trzymać fason, aczkolwiek na razie priorytetem jest Impakt live- od sukcesu tej gali zależy tak naprawdę przyszłość TNA, przynajmniej ta krótkofalowa. Nie mowię, że jeśli osiągniemy rating 2.0, to od razu urośniemy do godnego rywala WWE. Jeśli osiągniemy rating 2.0, zrobimy bardzo duży i ważny krok w drodze na szczyt. Jeśli ktoś ma wyrobioną markę, to znaczy, że nie odpuszcza. WWE nie ma konkretnej marki- to nie jest ani gwarant dobrego wrestlingu, ani dobrej rozrywki. Ma natomiast bardzo ważny atut- długoletnią historię i tak naprawdę pokolenia fanów, którzy śledzą produkt McMahona. A ratingi WWE też spadają, tylko nie zwracamy na to uwagę, bo to i tak potentat i tak. Już jakiś czas temu o tym pisałem w którymś temacie- TNA obecnie stanowi REALNĄ alternatywę do WWE. Podałem już kiedyś przykład Wolfe'a, czy Turning Point- tak naprawdę TNA jest kompletnie inne niż WWE. Federacja Makmana nie pozwala już sobie na wyskoki w stylu mud matchu na ostatnim Impakcie, WWE nie zezwala na mocniejsze słownictwo, WWE nie zezwala na krew (śmieszna wręcz sytuacja z Christianem na TLC). Promocja młodych- to nas niby łączy, ale w przeciwieństwie do TNA, WWE robi to kompletnie bezmyślnie. Zamiast postawić na osoby takie jak Shelton Benjamin, czy MVP, na siłę daje tytuł Sheamusowi, który nie ma umiejętności, zupełnie nic ciekawego nie zaprezentował, a na dodatek nie posiada wyczucia ringowego i odpowiedzialności za partnera w ringu (co niektórzy nazywają stiffem- jest taka delikatna różnica, że walczyć stiffowo, to walczyć twardo, ale w ŚWIADOMY sposób- Sheamus po prostu nie ma talentu i wyczucia). Ale to nie temat o WWE- po prostu różnica między federacją Carter, a World Wrestling Entertainment jest znacząca i oby taka pozostała. Wracając do Hogana- ja sam nie widzę perspektywy- jeśli Hulk nie przyciągnie widzów, nie mam zupełnie pojęcia, co TNA może więcej zrobić. W takim wypadku- chyba tylko liczyć na poważny kryzys WWE.
  7. Ostatni czas był dla TNA bardzo "zakręcony". Zmiany personalne w staffie, ważne decyzje, duże nazwiska, jeszcze większe pieniądze, a największe emocje. Druga połowa roku 2009 zmieniła profil i status federacji o... no może niekoniecznie 180 stopni, ale o 90 na pewno. Mamy Hogana, mamy panią Carter u władzy, mamy Vince'a Russo jako head bookera, mamy kolejne wielkie ogłoszenia, transfery, reklamę w Nowym Jorku, czy podczas RAW. Krótko mówiąc- mamy wszystko to, co, jak się wydaje, ma zapewnić wzrost, do tej pory niechętnie drgających, ratingów. Impact czwartego stycznia ma definitywnie przybliżyć TNA przeciętnemu widzowi, pokazać mu alternatywę od WWE, a zarazem zbadać grunt- czy Total Nonstop Action jest gotowe, by zacząć przygotowywać się do otwartej wojny z potworem Mc Mahona? Wszystkie te wydarzenia następują bardzo szybko, a to jeszcze nie ich koniec, najbliższe miesiące będą równie ciekawe. Jednak oprócz optymistycznych przewidywań (bo kto nie liczy na rekord ratingowy pierwszego Impakta w nowym roku?), skłania to również do bardziej pesymistycznych przemyśleń. Co, jeśli to wszystko pójdzie na nic? Co się stanie, jeśli czwartego stycznia iMPACT! nie zawojuje anteny, a kolejne edycje powrócą do stałych, niskich ratingów, w okolicach 1.0? Krótko mówiąc, co TNA zrobi, jeśli okaże się, że wszystkie przedsięwzięte działania nie wystarczą? Czy istnieje coś, co mogłoby przebić sprowadzenie Hogana? Przyciągnąć widzów bardziej? Moim zdaniem TNA stoi w punkcie zwrotnym. Jeśli Impakt czwartego stycznia, osiągnie wysoki rating (załóżmy >1.4), a tendencja zwyżkowa utrzyma się, czyli kolejne edycje będą chętnie oglądane, a federacja zyska większą rzeszę fanów... Jeśli WWE się przestraszy konkurencji i zacznie starać, by ich produkt był lepszy... Jeśli będą podejmowane kolejne działania, federacja będzie żyć i dążyć do tego, by choćby osiągnąć rating równy ze SmackDownem... Wtedy powiem jasno- TNA jest gotowe na konkurencję z WWE i może zmierzać w tym kierunku. Co jednak, jeśli sprawdzi się scenariusz pesymistyczny? Szczerze mówiąc- nie mam pojecia. I dlatego założyłem ten temat- jak sądzicie, co TNA może jeszcze wycisnąć z siebie, jeśli okaże się, że "operacja Hogan" nie odniesie sukcesu? Utkwi w martwym punkcie? Podejmie inne działania? Zapraszam do dyskusji.
  8. Krótki, ale świeży (i jest w nim kilka ciekawych informacji) wywiad z Christopherem Danielsem, przeprowadzony przez reportera tnainsider.com w środę. Miłej lektury. Final Resolution jest już w tę niedzielę. Zmierzysz się z championem- AJ Stylesem, który w realnym życiu jest twoim przyjacielem. Miałeś już z nim długi feud o X Division Championship w 2005 roku. O czym teraz myślisz? Obaj dorastaliśmy jako osoby lubiące rywalizację, profesjonalni wrestlerzy. Fakt, że walka będzie o pas wagi ciężkiej sprawia, że wszyscy będą na niej o wiele bardziej skupieni, a zwłaszcza ja i AJ, wiedząc, że jesteśmy w main evencie. Oczywiście, że to nakłada na nas pewną presję, ale radzimy sobie z tym. To moja szansa, by udowodnić, że chcę zostać w main eventach. To znak, od TNA jako całości, że mogę być pewny, że dostanę szansę walki o największe tytuły. Wydaje mi się, że mam jeden z bardziej dopracowanych i wyszlifowanych styli, jakie TNA posiada. Wydaje mi się, że mogę stanąć do walki przeciwko każdemu i wciąż robić swoje. Zasługuję, by tam być. Czy jesteś szczęśliwszy, będąc heelem? To było trochę niespodziewane. Ostatecznie to była decyzja TNA. Nie sądzę, że tak to sobie na początku wyobrażali, no ale jesteśmy już w tym punkcie. Podoba ci się wychodzenie na ring jako po prostu Daniels? To była decyzja TNA. W sumie to nie ma znaczenia. Miałeś kilka kontuzji. 23 stycznia 2001 roku, w walce, doznałeś kontuzji szyi i lewego ramienia, prawda? Czy obecnie borykasz się z jakimiś problemami zdrowotnymi? Tak, to było na WCW Nitro, wylądowałem bezpośrednio na głowie. Straciłem wtedy czucie w lewym ramieniu na ponad półtora miesiąca. Poza tym byłem całkiem fartowny, jeśli chodzi o kontuzje. Ale wciąż mam trochę problemów z lewym ramieniem. Przebyłeś sporą drogę do momentu, w którym się teraz znajdujesz- od stawania w ringu z CM Punkiem, czy Brianem Danielsonem, aż do feudów w TNA z ludźmi pokroju Samoa Joe, czy AJ Styles’a. Masz jakieś swoje ulubione rywalizacje? Jestem dumny z rzeczy, które zrobiliśmy z AJ’em. Zresztą to samo mogę powiedzieć o Joe. Podróżowaliśmy po całym świecie. Jestem dumny z tych walk. Tak samo z Low Ki, Danielsonem i Punkiem. Zawsze miałem dużo frajdy, walcząc z nimi. Te pojedynki przetrwały próbę czasu. Wygrana w niedzielę pozwoliłaby ci pomóc we wprowadzeniu nowej ery w TNA, w końcu dzieją się duże zmiany. Jakieś komentarze co do Hogana? Bycie championem to coś, co mnie w całej mojej karierze ominęło. A to już siedemnaście lat. To byłaby wielka sprawa. A co do zmian… Hogan w TNA, idziemy ramię w ramię z WWE, to świetna rzecz. Mam do tego nastawienie: „poczekaj i zobacz”. Nie jesteśmy naprawdę pewni jaka będzie rola Hogana. Słyszy się, że może walczyć. Myślę, że głównie będzie pomagać za kulisami, sprawiać, by firma rosła. Ale wcale nie mówię, że nie stanie w ringu. Nie mogę się doczekać jego debiutu. Jestem tutaj, by pomóc w jakikolwiek sposób, w jaki mogę. Ale mimo to, moim priorytetem jest zwycięstwo w niedzielę. Coś jeszcze, Chris? Chcę podziękować wszystkim fanom za wspieranie TNA. Oglądajcie nas dwudziestego grudnia. Oglądajcie nas czwartego stycznia. Już sobie wyobrażam jak będzie wyglądać TNA czwartego stycznia, już widzę Monady Night War. Myślę, że Hogan chce powiększyć widownię. Tak przypuszczam.
  9. Exer, do cholery jasnej, administrator to nie jest taka mutacja borsuka z pingwinem, która potrafi siedzieć na fotelu z gałami wlepionymi w ekran i wywieszonym jęzorem przez 24 godziny na dobę, tylko normalny człowiek, który ma normalne życie. Bycie administratorem nie oznacza zakładania tematów co dwie minuty. Dlatego radziłbym trochę ostrożności w ocenie, bo plucie jadem jest bezcelowe.
  10. Obawiam się, że będzie to jednak kop wymierzony w zupełnie inną, nieco starszą dupę Vince'a Kennedy'ego McMahona. Tak, to jest WIELKA rzecz na rozpoczęcie roku, gdyż mamy skumulowane cztery ważne wydarzenia- iMPACT live, iMPACT w poniedziałek i wojna z RAW, debiut Hogana, trzygodzinna gala. Dodatkowo ogłoszono to na gali MMA, które osiąga przyzwoite ratingi i nawet znając niechęć fanów mieszanych sztuk walki do wrestlingu, na pewno podniesie oglądalność. Wypowiedź ta jest mocno niekompetentna. Nie każdy pomysł Vince'a Russo jest dobry, ale to booker z OLBRZYMIM potencjałem (kłania się Attitude Era- wszyscy tęsknią, niewielu pamięta dzięki komu zaistniała) i odważnymi, nowatorskimi koncepcjami, z których, jak już wspomniałem, nie wszystkie mogą przypaść do gustu. Tekstem o alternatywie dla WWE pokazałeś swoją nieznajomość realiów- od jakiegoś czasu produkt TNA sukcesywnie podąża w kierunku zgoła innym niż ten prezentowany przez federację Makmana (czy World Wrestling Entertainment odważyłoby się wziąć top star z federacji niezależnej i zrobić z niego czołowego heela swojego feda, w przeciągu zaledwie miesiąca? czy World Wrestling Entertainment pokusiłoby się o równie dobry w swojej klasie pojedynek, co ten, który owa gwiazda stoczyła z Kurtem Angle na Turning Point? nie sądzę). Plotka o planach wprowadzeniu czterokątnego ringu w TNA jest tylko plotką. I dopóki nie będzie o tym głośniej, lub po prostu nie zobaczymy zwyczajnej maty w federacji Carter, nie używajmy tego argumentu w dyskusji, bo jest on na razie argumentem pustym. A co do wspaniałych pomysłów- o wiele bardziej prawdopodobne niż wprowadzenie czterokątnego pierścienia, jest zatrudnienie Rob Van Dama, który jest blisko podpisania kontraktu, właśnie dzięki Hoganowi. Skończcie już pieprzyć o tym WCW. To było 10 lat temu- biznes się zmienił, realia się zmieniły, ludzie się zmienili, a cały czas jęczycie o tym jacy to niedobrzy ludzie doprowadzili do upadku World Championship Wrestling. Poza tym to, kto miał największy wpływ na koniec tej federacji, zależy od punktu siedzenia i tyle jest opinii, ile osób zasiadało wówczas w Creative Teamie. Nie sądzę więc, by jakiekolwiek tego typu zestawienia były wiarygodne. Nie wiem jakich dokładnie słów użył, ale jeśli takich, jakie przytoczyłeś, to: 1. zachował się jak prostak, bo z zasady nie mówi się takich rzeczy o kobietach, zwłaszcza publicznie ; 2. jego zarzut jest bezpodstawny tak długo, jak nie ujrzę gdzieś jakichkolwiek argumentów z jego strony ; 3. założę się, że chociaż raz wypłakał się w tym wywiadzie z powodu MSJ. Nie mam nic do Breta, szanuję go za uczciwe podejście do fanów i wysokie umiejętności, ale ta wypowiedź jest idiotyczna. Po pierwsze- o upadku TNA słyszę i czytam co rok i jak do tej pory się na to nie zanosi. Od początku istnienia mieli przetrwać "miesiąc, może dwa" i tak mijały kolejne lata, a przeciętnie co dwanaście miesięcy ktoś rzuca hipotezę, że "za dwa lata TNA definitywnie zejdzie ze sceny". Dlaczego? Bo ludzie nie wierzą, że w czasach monopolu WWE jest miejsce na równie odważną konkurencję, co federacja Carter. Po drugie- widzę, że wróżyć umiemy i przyszłość przewidywać. Masz szklaną kulę, czy preferujesz wywar z rozjechanych łasic i pingwinich dziobów? No, no, no, wiesz już co zamierzają bookerzy TNA, zanim oni sami na to wpadną. Ty cheaterze! To dowcip? Bo jak tak, to wybitnie nieudany. Na jakiej podstawie sądzisz, że Hogan ma się teraz stać bożkiem TNA? Wszyscy wiemy o jego ego, ale tak samo mówiono o Angle'u, który w rzeczywistości sukcesywnie podkłada się młodszym wrestlerom, by ich podpromować. Nie twierdzę teraz, że Hogan przegra przy pierwszej lepszej okazji z Ericiem Youngiem, ale nie wydawałbym tak drastycznych osądów w takim krótkim czasie. Jakoś nie zauważyłem. Na przyszłość- popieraj tego typu tezy konkretnymi przykładami, bo samo zdanie jest bezwartościowe, jeśli jest niczym nie udowodnione. Nie ma wątpliwości- Hogana, przynajmniej w pierwszych miesiącach, będzie dosyć sporo w storyline'ach, bo w końcu po coś go sprowadzono. Dopóki będę usatysfakcjonowany poziomem show- nie mam nic przeciwko niemu. Ponownie- zarzut wyjęty przez cały przewód pokarmowy, prosto z dupy. Nie widzę w TNA znaczącego podobieństwa do WWE i mam dziwne wrażenie, że jest ono widoczne tylko dla krytykantów. Co do drugiego i trzeciego zdania- ależ oczywiście! Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie logiczne jest, że więcej osób przyciągnie ludzi przed telewizory Hulk Hogan, niż Tahiti John (którego notabene zupełnie nie kojarzę). Gdyby było inaczej (czyli tak jak sądzisz Ty), gale niezależne w Stanach organizowanoby w Madison Square Garden, bo ludzie by drzwiami i oknami walili. A z mojej skromnej wiedzy na ten temat wynika, że raczej tak nie jest. A co do zdania pierwszego- żaden obecny champion TNA nie ma więcej niż 40 lat. Faktycznie ci młodzi zawodnicy to TNA koło dupy latają. Co tam jakieś tytuły. Brakuje mi 10 pkt. many i 20 staminy, bo domyślić się o co Ci chodziło, więc jako że masz lepsze artefakty, może spróbuj mi to wyjaśnić. Tak, to właśnie przyciągnie fanów. I nie oznacza to, że TNA zaniedba poziom swojego show (jeśli tak właśnie będzie- odpokutuję klęcząc na grochu i bijąc się w pierś). Po raz kolejny- gdzie widzisz tak jasne i ogromne podobieństwo do WWE, bo ja jakoś nie jestem w stanie tego dostrzec. Tak, ostatni live iMPACT nie był najlepszy, ale nie raczyłeś zauważyć, że odbył się on ponad rok temu, i w tym czasie "trochę" się w TNA zmieniło. I nie sądzę, by JEDNORAZOWY show w poniedziałek, nawet osiągając niedobry rating, zaważył na przyszłości federacji. No to chyba oglądamy nie te same programy TNA, bo wg mnie, jak i zresztą wielu innych fanów, TNA leci do góry niczym pocisk wystrzolny z pistoletu. I jeśli kogokolwiek uderzy w głowę to konkurencję, która zorientuje się, że nie doceniła rywala. Uuu, taką sobie teorię spiskową wykoncypowałeś? Powiem Ci coś. Dixie Carter to osoba z bardzo dużym doświadczeniem biznesowym. Może nie wrestlingowym, ale jeśli chodzi o interesy, wie co robi. Naprawdę sądzisz, że zatrudniałaby Hogana, jeśli nie byłaby w stu procentach pewna o jego intencje? TNA porwałoby się z motyką na slońce gdyby już teraz rzuciło się na poniedziałki z iMPACTem. Na razie bada teren i chce się dowiedzieć ile może wyciągnąć, konkurując z RAW. Boisz się, że nagle roster TNA straci umiejętności, bo Hogan przybył? Ktoś mądry kiedyś powiedział- pro rege saepe, pro patria semper. I tego się trzymajmy. P.S. Jeśli ktokolwiek ma zamiar odpowiadać na tego posta słowami "ślepy mark TNA", czy coś w tym stylu, niech sobie albo daruje, albo wysili zwoje mózgowe, żeby wymyślić coś bardziej kreatywnego. Pozdrawiam.
  11. Tak, to są pewne informacje. Umaga zmarł prawdopodobnie od przepisanych mu leków (nie wiadomo czy przedawkowal, czy były źle przepisane na przykład), aczkolwiek niektóre źródła zwracają uwagę na fakt, iż długie podróże samolotem powodują skrzepy krwi, a jak wiadomo, Umaga niedawno wrócił do USA z Australii. Jak napisał modjo, żona znalazła go nieprzytomnego, krwawiącego z nosa i nieoddychającego. Miał atak serca. W szpitalu dostał drugiego ataku i niestety nie przeżył. Wielu wrestlerów jest bardzo zasmuconych jego śmiercią, bo Umaga był znany jako człowiek o dużym poczuciu humoru, naprawdę towarzyski. Podobno WWE ma zamiar pomagać rodzinie Eddie'go. Ponadto WWE wystosowało odpowiednie ogłoszenie, a mnóstwo ludzi związanych z wrestlingiem skomentowało to tragiczne wydarzenie: Chris Jericho: "Eddie Fatu był wspaniałym człowiekiem i jednym z moich braci. Był jedną z nielicznych osób, którym ufałem. Jestem zdewastowany. Bezpieczne podróże..." Eric Bischoff: "Moje myśli i modlitwy idą do rodziny Eddiego Fatu, znanego powszechnie jako Umaga. Był świetnym zapaśnikiem i cudowną osobą." Matt Morgan: "Zarówno ja, jak i moja rodzina, składamy kondolencje bliskim Umagi. Beznadziejna sytuacja. Kolejny człowiek zabrany od nas zbyt wcześnie." Dixie Carter: "W imieniu wszystkich w TNA- nasze myśli i modlitwy są z całą rodziną Fatu." Christopher Daniels: "RIP Eddie Fatu. Tak bardzo się cieszę, że miałem okazję Cię poznać w tym krótkim czasie, w którym z nami byłeś." Shannon Moore: "RIP Eckie (ksywka Umagi). Szalona miłość i respekt. Będziemy za Tobą tęsknić, a ja będę hołubić czas, który razem spędziliśmy." Elijah Burke: "To jest ciężkie, bardzo ciężkie. Moje myśli i modlity są z żoną Umagi, jego chłopcami i całą rodziną." Allison Danger: "RIP Umaga. Dziękuję za Twoją niezwykłą grzeczność, kiedy się spotkaliśmy. Serce mnie boli gdy pomyślę o Twojej rodzinie, moje myśli są z nimi w tym czasie, kiedy ich najbardziej potrzebują." Gregory Helms: "Złamane serce. Brak słów." Ken Anderson: "Chodziłem po domu i zapłakałem całe mieszkanie. Tamtej nocy obaj mieliśmy coś do udowodnienia i moim zdaniem- misja została wypełniona. Nasze myśli i modlitwy są z rodziną Fatu. Eckie absolutnie uwielbiał swoją żonę i był bardzo dumny ze swoich dzieci. Mam tyle niesamowitych, śmiesznych i ciepłych (niekiedy takich, że brzuch może zaboleć ze śmiechu) wspomnień z nim związanych." Do śmierci Umagi odniosło się także TNA i Jeremy Borash, pisząc na twitterze po prostu: "RIP Eddie Fatu". Od siebie mogę dodać tylko tyle- 36 lat to stanowczo zbyt wcześnie i nawet ciężko jest opisać jak bardzo mi szkoda samego Umagi jako człowieka i wrestlera, ale także jego żony, dzieci, rodziny. Bardzo smutna sytuacja. A ten rok dla wrestlingu niezwykle pechowy. Jeszcze jedno... Twitter Umagi sprzed zaledwie trzech dni: "Wczoraj wróciłem i bardzo się z tego cieszę. Cały tour wyszedł ŚWIETNIE i nie mogę się doczekać, by pojechać znowu. Dziękuję wszystkim, którzy przybyli na galę." I oświadczenie jego rodziny: "Cała rodzina Fatu chciałaby podziękować wszystkim za ich wsparcie. Na tę chwilę, chcielibyśmy zachować tę sprawę jako osobistą. Dziękujemy...."
  12. White, szkoda, że jak ktoś pisze, że TNA ssie, to wszystko jest w porządku, a jak próbuję zwrócić uwagę, że nie tędy droga, to moje zdanie nie jest szczególnie wysłuchiwane. Dlatego miło by było, gdyby ktoś z równie świętym oburzeniem reagował na bezsensowne przytyki w kierunku federacji Carter. Aczkolwiek oczywiście zgadzam się, że taka forma wyrażania swojego zdania co do KTÓREJKOLWIEK federacji, nie jest właściwa. A żeby nie kontynuować offtopu- Hogan powiedział ostatnio, że chce wywrócić ten biznes do góry nogami. Czcze gadanie, czy zapowiedź czegoś wielkiego? Jak sądzicie? Dodatkowo Hulk stwierdził, że nie jest fanem tradycyjnych creative team'ów i lepiej, żeby storyline'y itd. wymyślali wrestlerzy. Zgadzacie się z tym? Osobiście zgadzam się w tej kwestii z Hulksterem, ale powinna być jedna osoba z zewnątrz, pokroju Erica Bichoffa, by kontrolować zapędy zapaśników i podsuwać raz na jakiś czas co lepsze pomysły. Co o tym sądzicie?
  13. Nie- ma prawo napisać coś w stylu "walka nie przypadła mi do gustu, ale uznaję klasę obu zawodników- po prostu to do mnie nie trafiło", a niekoniecznie obrzucać ją gównem tylko dlatego, że nie trafiła w jego gust. Ja nie jestem fanem japońskiego wrestlingu, nie odpowiada mi taka forma, ale doceniam klasę tamtejszych zapaśników i nie mam zamiaru krytykować ich w takim właśnie stylu, bo wiem, że to, co nie pasuje mi, może pasować innym. Nie byłoby problemu, gdyby Jointer napisał: "Walka była wg mnie słaba, nie tego oczekiwałem, wynudziłem się na śmierć. Może komuś podoba się taki styl walki, do mnie niekoniecznie trafia, dlatego tez pojedynek ten postrzegam jako słaby.". A że wyraził w formie, że tak powiem, nieco innej, spotkał się z taką, a nie inną odpowiedzią. Nie pasuje Ci? Ok. Ale wyraź to w normalny sposób, a nie skreślaj od razu całą walkę, bo to trochę tak, jakby fan metalu zmieszał z błotem płytę np. Milesa Davisa- zachowanie trochę gówniarskie. Tak, to wszystko jest spisek fanów TNA, którzy gnoją każdego, kto źle wypowie się o danej gali. Poza tym TNA Fans gotują noworodki w kotłach, jak i spowodowali kryzys gospodarczy oraz przeziębienie Lecha Kaczyńskiego. Rozumiem niepoprawne hejterstwo, ale nawet to ma swoje granice. Wygodna taktyka- każdy post niezgodny z Twoim to wg Ciebie spam- brawo. Po pierwsze nie powtarzam się, ponieważ to Ty przyczepiłeś się nazewnictwa (wg Ciebie fakt, że napisałem, iż wrestling to sport, jest godnym potępienia aktem ignorancji). Po drugie sam między wierszami piszesz czego oczekujesz od TNA, więc szczególnie domyślać się niczego nie musiałem. Ja to doskonale rozumiem- nie ma przymusu, żeby podobały Ci się walki w TNA, ale mógłbyś to ubrać w normalną formę, a nie z założenia gnoić pojedynek, który niezależnie od Twojego zdania- nie zasługuje na to. Tak więc Joint3r nie jest żadną ofiarą napaści krwiożerczego fanbase'u TNA, który nocą wymyka się z domów i poluje na dziewice, a raczej bardzo niefortunnie wyraził swoje niezadowolenie z oglądanego produktu, co zostało mu w kulturalny sposób przedstawione. I żeby jeszcze raz wszystko było jasne- MOGŁA mu się ta walka NIE podobać. NIE ma on natomiast prawa nazywać tej gali "denną, sztuczną i naciąganą", NIE popierając tego żadnymi argumentami i atakując każdego, kto stara się mu wytknąć delikatny brak logiki w jego wypowiedziach.
  14. Dobrze, panie Miodek, od tej pory będę wrestling nazywał "niewyrafinowaną formą rozrywki, z elementami sportu, acz pozbawioną rywalizacji". Pasuje? Rozumiem, że gdyby za te pięć sekund zgasły światła, a po ich ponownym zapaleniu cała trójka wrestlerów leżałaby nieprzytomna przed stołem komentatorskim, a na ringu pojawił się George W. Bush, w różowej kamizelce tańcząc "kaczuchy", byłbyś usatysfakcjonowany, gdyż zaskoczyłby Cię nagły zwrot akcji? A schematy ISTNIEJĄ i będą istnieć nadal, bo nie da się wymyślać w nieskończoność nowych storyline'ów i akcji. Nie sądziłeś chyba, że obejdzie się w tej walce bez trademarkowych spotów tej trójki? A na koniec jeszcze jedno- Kurt Angle to pierdolona legenda tego biznesu, człowiek, który nie wyjdzie na ring chyba tylko wtedy, gdy nie będzie w stanie się poruszać, gość, który chyba urodził sie już kontuzjowany, a nie oszczędza się ani trochę, a przy tym wszystkim- TAK, jest jednym z najlepszych techników kiedykolwiek, czy to Ci się podoba, czy nie.
  15. TNA Turning Point 2009 Desmond Wolfe vs. Kurt Angle **** 1/2 - w kategorii "technical storytelling" mainstreamowy pojedynek roku. Panowie wykrzesali z siebie naprawdę dużo, build up był porządny, a cały mecz można puszczać gdziekolwiek, jako przykład doskonałej psychologii w ringu. AJ Styles vs. Samoa Joe vs. Christopher Daniels **** 3/4 - wielki szacunek dla tych panów za to, że podjęli się próby dorównania niewątpliwemu klasykowi sprzed czterech lat. Musiało być to wielkie wyzwanie. Nie będę porównywał tych dwóch walk, bo 2009 to nie 2005, wiele się zmieniło, więc nie mogę tą samą miarą oceniać obu pojedynków. Niemniej jednak jest to mój MOTY, ze względu na mnogość ciekawych akcji, dobre tempo, znakomicie wykoncypowaną końcówkę, oraz odpowiednio budowaną dramaturgię.

Copyright statement:

Użyte znaki towarowe, loga oraz nazwy firm są własnością ich prawnych właścicieli i zostały wykorzystane w celach informacyjnych. Administracja forum nie ponosi odpowiedzialności za treści dodawane przez użytkowników forum BGZ Wrestling Polska.